W Liście Jakuba czytamy: „Kto doznaje pokusy, niech nie mówi: «Bóg mnie kusi». Bóg bowiem ani nie podlega pokusie do zła, ani też nikogo nie kusi” . Modlitwa „Ojcze nasz” nazywana „Modlitwą Pańską” pochodzi bezpośrednio od Jezusa, który nauczał jej w języku aramejskim.
nie wódź nas na pokuszenie. W. Sed libera nos a malo. W. Ale nas zbaw ode złego. K. Amen. K. Amen. Kapłan cicho odmawia podaną niżej modlitwę i kończy ją głośnym wezwaniem. Pozostajemy w postawie stojącej. Wybaw nas, prosimy Cię, Panie od wszelkich nieszczęść przeszłych, obecnych i
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen. W drugiej części wspominamy . 4 Przywileje ciała: „Błogosławionaś Ty między niewiastami”.
Read about Nie wódź mnie na pokuszenie from One Future's Charaktery and see the artwork, lyrics and similar artists.
Tłumaczenia w kontekście hasła "na pokuszenie" z polskiego na niemiecki od Reverso Context: By nas nie wodziło na pokuszenie.
I nie wódz nas na pokuszenie - opowiadanie erotyczne 11. by Catrina Curant. eBook. $1.99. eBook. $1.99. Instant Purchase.
.
Ks. prof. Mirosław S. Wróbel wyjaśnia, na czym polega propozycja papieża dotycząca szóstego wezwania modlitwy „Ojcze nasz”. Ojciec Święty Franciszek niedawno w jednym z programów telewizyjnych odniósł się do zmiany, jakiej dokonali biskupi francuscy w tłumaczeniu fragmentu modlitwy „Ojcze nasz”, który brzmi: „Nie pozwól, abyśmy popadli w pokusę”. Zasugerował, że jest to słuszny kierunek, bo Bóg jako dobry Ojciec nie popycha swoich dzieci ku pokusie. Nauka pomaga wierze Warto przy tej okazji zauważyć, że Jezus nauczał po aramejsku, a tekst Modlitwy Pańskiej został spisany w języku greckim. Trudno zatem uznać, że podstawowym punktem odniesienia jest tekst łaciński. Aby ułatwić duszpasterzom, a także wiernym archidiecezji lubelskiej zrozumienie propozycji Franciszka, abp Stanisław Budzik poprosił o analizę ks. prof. Mirosława S. Wróbla, wybitnego biblistę, absolwenta École Biblique et Archéologique Française w Jerozolimie, dyrektora Instytutu Nauk Biblijnych KUL. Jego opinia służy jako materiał duszpasterski. W języku Jezusa – Propozycja papieża Franciszka, by doprecyzować przekład szóstego wezwania modlitwy „Ojcze nasz” i wprowadzić je do liturgii w formie „I nie pozwól, abyśmy ulegli pokusie”, z pewnością pobudzi do głębszej dyskusji nad literacką i teologiczną zawartością tej modlitwy kapłanów, biskupów, biblistów, liturgistów, teologów i osoby świeckie. To pozwoli odkrywać głębię i bogactwo nauczania Jezusa – wyjaśnia ks. prof. Mirosław S. Wróbel. Podkreśla przy tym, że modlitwa „Ojcze nasz”, nazywana Modlitwą Pańską, pochodzi bezpośrednio od Jezusa, który nauczał w języku aramejskim. W tym języku szóste wezwanie brzmi: Ual taalena lenisaion, gdzie termin nisaion oznacza próbę. Bóg nie kusi – Aktualne szóste wezwanie w modlitwie „Ojcze nasz” – w polskim tłumaczeniu: „Nie wódź nas na pokuszenie” (Mt 6,13; Łk 11,4) – może budzić trudność polegającą na tym, że Bóg zostaje ukazany jako podmiot kuszenia człowieka, gdy w tekście Ewangelii podmiotem kuszenia jest szatan (diabeł). W bliskim kontekście termin „kusiciel” jest wyraźnie odniesiony do szatana (Mt 4,3). W Liście Jakuba czytamy: „Kto doznaje pokusy, niech nie mówi: »Bóg mnie kusi«. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie do zła, ani też nikogo nie kusi” (Jk 1,13) – analizuje ks. prof. Wróbel. Biblista zauważa, że w Biblii Bóg często jest przedstawiany jako Ten, który poddaje człowieka próbie, np. Abrahama, który ma złożyć w ofierze własnego syna. Według tradycji żydowskiej zawartej w targumach Abraham musiał przejść 10 prób. – Ale w odróżnieniu od działania szatana nigdy nie jest to próba, która ma człowieka upokorzyć i zniszczyć. W tekście Ewangelii Mateusza i Łukasza, które zostały spisane w języku greckim, aramejski termin nisaion został przetłumaczony na grecki jako peirasmos oznaczający próbę, pokusę (Mt 6,13 i Łk 11,4) – precyzuje naukowiec. Wulgata i Tysiąclatka Św. Hieronim, jak podkreśla profesor, w tłumaczeniu na łacinę zawęża znaczenie peirasmos do „pokusy”: Et ne nos inducas in temptationem. – Na Wulgacie, która staje się oficjalnym przekładem liturgii Kościoła, opierają się przekłady na języki nowożytne, stąd sformułowanie w języku polskim: „Nie wódź nas na pokuszenie”. Jakub Wujek na podstawie przekładu łacińskiego oddał to poprzez sformułowanie: „I nie wwódź nas w pokuszenie”. Widząc tę trudność, bibliści polscy w najnowszym V wydaniu Biblii Tysiąclecia wprowadzili tłumaczenie: „Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie”, a w Biblii Paulistów: „I nie dopuszczaj do nas pokusy (Mt 6,13; Łk 11,4). W takim tłumaczeniu to nie Bóg jest podmiotem kuszenia człowieka, lecz szatan, o którym mówi dalszy ciąg modlitwy: „Ale nas zbaw ode Złego” – analizuje egzegeta. Wobec powyższej analizy należy stwierdzić jednoznacznie, że propozycja papieża Franciszka z pewnością zwraca uwagę na głębię znaczenia i przesłania modlitwy, której nauczył nas Jezus Chrystus.
Pytanie: Nie mogę pojąć tej prośby z "Ojcze nasz": "I nie wódź nas na pokuszenie". Kiedy się modlę tymi słowami, staram się wkładać w nie następujący sens: "Boże, Ty znasz moją dobrą wolę i moją słabość! Racz chronić mnie przed pokusami ponad siłę! Racz chronić mnie również przed takimi pokusami, które wprawdzie nie są ponad moje siły, ale o których Ty, Boże, wiesz, że bym im uległ! A jeśli w czymś dla mojego własnego dobra muszę być kuszony, dodawaj mi sił, abym z tych pokus wychodził zwycięsko!" Taka modlitwa jest dla mnie oczywista. Jednak nie wolno mi przecież prawdy o Bogu przykrawać do moich osobistych wyobrażeń. Słowa: "I nie wódź nas na pokuszenie" wyrażają chyba jednak coś więcej. Z kolei coś mi się w środku buntuje przeciw temu, że Bóg mógłby nas kusić do złego. Proszę mi pomóc zobaczyć w tej modlitwie to "coś więcej", czego nie umiem sam w niej zauważyć. O. Jacek Salij OP: Żeby się przygotować do tego listu, wypisałem kilkadziesiąt wypowiedzi biblijnych, w których jest mowa o kuszeniu. Przyglądam się tym tekstom i uderza mnie to, jak wiele się tam mówi o pokusach, którym został poddany Pan Jezus. Najbardziej pamiętamy kuszenie na pustyni (Mt 4,1-11). Pustynia jest przeciwieństwem raju, symbolizuje nieszczęsny stan, w jakim znaleźliśmy się wskutek grzechu. Otóż Syn Boży, podobnie bezgrzeszny jak pierwsi rodzice, był kuszony w sytuacji bez porównania trudniejszej niż oni, przychodząc bowiem do nas, wszedł w sytuację wielorako ukształtowaną przez grzech. Adam był kuszony w raju, Syn Boży był kuszony na tej straszliwej pustyni, która realnie przybrała w końcu postać krzyża. I okazało się, że nawet w tak potwornych cierpieniach nie przestał cały należeć do swojego Przedwiecznego Ojca. Patrząc na kuszenie Jezusa, najjaśniej widzimy istotę pokusy diabelskiej: diabłu chodzi o to, żeby to, co w człowieku Boże, Bogu odebrać; diabeł chciałby, żeby człowiek, na jego wzór, znalazł się poza Bogiem. Nieraz człowiekowi chodzi o to samo. Ewangelie notują kilka sytuacji, kiedy Jezus był kuszony przez ludzi. Ilekroć we współczesnym przekładzie Ewangelii czytamy, że ktoś Jezusa "wystawiał na próbę", w oryginale znajduje się to samo słowo peirazein, któremu odpowiada nasze słowo "kusić". W ten sposób ktoś Go kusił do niepotrzebnych cudów (Mt 16,1) albo do taktycznych raczej niż moralnych odpowiedzi na zadawane Mu pytania (Mt 19,3; 22, a nawet do jakichś zakłamanych zachowań (J 8,6). Wielu ludziom bardzo przeszkadzało to, że Jezus nie jest takim samym grzesznikiem jak oni, i Tego, który stał się podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu, koniecznie chcieli upodobnić do siebie również w grzechu. Na szczęście nie udało im się -- bo właśnie w Jezusie ostatecznie zwyciężyła w naszym świecie miłość. Jeden raz czytamy w Ewangelii, że Jezus "kusił" człowieka, ale zauważmy radykalnie odwrotny kierunek tego "kuszenia": "Kiedy Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić" (J 6,5n). Jezus jest tu podobny do matki, która swego rocznego synka stawia dwa kroki przed sobą i "kusi" do tego, żeby do niej przyszedł. Chodzi Mu o to, żeby Filip przypatrzył się samemu sobie, poznał swoją małoduszność i szerzej otworzył swoje serce na moc Bożą. Filip ma się stawać coraz więcej człowiekiem Bożym i Jezus mu w tym pomaga. Dwa obrazy starotestamentalne szczególnie przekonująco oddają charakter "pokus", które przychodzą do nas od Boga. Żeby doprowadzić nas do dojrzałości, Bóg bywa wobec nas podobnie wymagający, ale zarazem opiekuńczy, jak orzeł, który chce swoje pisklęta nauczyć latania (Wj 19,3; Pwt 32,11). Dzisiaj powiedzielibyśmy, że Bóg bywa podobny do instruktora szkoły lotniczej, który na pewnym etapie nauki doprowadza uczniów do tego, żeby ze spadochronem na plecach wyskakiwali z samolotu. Żeby natomiast oczyścić nas z niedoskonałości, Bóg dopuszcza na nas utrapienia, w których stopniowo spala się to wszystko, co w nas pozorne i egocentryczne, ujawnia się zaś to wszystko, co w nas warte życia wiecznego: "Obrócę rękę moją na ciebie, wypalę do czysta twą rudę i usunę cały twój ołów" (Iz 1,25). W ten sposób nawet ciężkie krzywdy, jakie spotykają Bożych przyjaciół, mogą wyjść im na dobre, jak tego dowodzi historia Józefa (Rdz 37n) czy Zuzanny (Dn 13). W tym aspekcie "pokusy" -- poucza Pismo Święte -- próbujmy zauważać coś wręcz radosnego. "Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi -- odważa się napisać Apostoł Jakub -- ilekroć spadają na was różne doświadczenia" (1,2). Warto wiedzieć, że wyrazem "doświadczenie" oddano tu grecki termin peirasmós -- ten sam termin, który w interesującej Pana prośbie z Ojcze nasz oddano jako "pokuszenie". Dalej wyjaśnia Apostoł Jakub, dlaczego takie "pokusy" ("próby", "doświadczenia") mogą mieć w sobie coś radosnego: "Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków" (1,3n). W podobnym duchu przemawia Apostoł Piotr (w tekście greckim w obu zdaniach również mamy wyraz peirasmós): "Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu. (...) Umiłowani! Temu żarowi, który w pośrodku was trwa dla waszego doświadczenia, nie dziwcie się, jakby was spotkało coś niezwykłego, ale cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych" (1 P 1,6; 4,12). W Dziejach Apostolskich znajduje się świadectwo, że dla Apostołów nie była to tylko teoria, ale faktycznie starali się w ten sposób zachowywać. Czytamy tam, że kiedy po wymierzeniu im kary chłosty wracali do domu, "cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia Jezusa" (5,41). Sama możliwość takiego stanu ducha dziś przekracza nawet wyobraźnię wielu chrześcijan. I tak doszliśmy do kluczowego dla naszych rozważań pytania: Kto jest autorem na przykład tego kuszenia, jakim jest prześladowanie za wiarę -- Bóg czy szatan? Otóż i Bóg, i szatan, ale zupełnie inaczej. "Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście próbie zostali poddani" (Ap 2,10; por. Łk 22,31). Wszędzie tam, gdzie ktoś bez swojej winy jest poddawany naciskom, ażeby odstąpił od dobra i czynił zło, wolno nam domyślać się bezpośredniego lub pośredniego udziału szatana, pierwszego odstępcy od Boga. Niestety, nieraz szatanowi udaje się osiągnąć swoje. Czasem nawet nie musi szukać człowieka, bo człowiek sam go szuka, na przykład poprzez niemądry stosunek do dóbr doczesnych (1 Tm 6,9). Nawet to, że ktoś przyjął słowo Boże i że ono zaczęło już w nim rosnąć, nie chroni automatycznie przed upadkiem w chwili pokusy: może się zdarzyć, że człowiek wierzący, który mało się troszczy o swoją wiarę, tak że jego duchowa gleba przemieniła się w skałę, "wierzy do czasu, a w chwili pokusy odstępuje" (Łk 8,13). Otóż jeśli szatan ma do mnie aż tak wiele dostępu, że we mnie zwycięża, to niewątpliwie dzieje się to z mojej winy: "Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci" (Jk 1,13). Jednego możemy być pewni, że wiara musi wykluczyć wszelkie interpretacje słów: "I nie wódź nas na pokuszenie", które stoją w sprzeczności z powyższym stwierdzeniem Apostoła Jakuba. Bożego autorstwa pokus, które przed nami stają, wolno nam domyślać się w trzech następujących wymiarach. Po pierwsze, w wymiarze wezwania do dobrego. W ten sposób Bóg "kusił" Abrahama, kiedy wzywał go do zawierzenia swojej wszechmocy i prawdomówności. I Abraham rzeczywiście uwierzył Bogu, że ma On moc dać potomstwo bezpłodnemu małżeństwu starców, a kiedy Bóg zażądał ofiary z jego jedynego syna, Abraham nawet wtedy wierzył Mu, że jest On Bogiem życia, a nie śmierci. W ten sposób Bóg "kusi" każdego z nas, kiedy stawia przed nami zadania jakby ponad nasze siły: kiedy na przykład wielodzietnych rodziców obdarza następnym jeszcze dzieckiem albo kiedy człowieka ubogiego wzywa do okazania miłosierdzia komuś jeszcze uboższemu. Po wtóre, autorem pokus do złego jest Bóg w tym sensie, że je do nas dopuszcza. Wszystko, co się dzieje na świecie, również całe zło, dzieje się w przestrzeni Bożej Opatrzności. Nawet szatan nie potrafi do tego stopnia zbuntować się przeciw Bogu, żeby uniezależnić się od Bożej Opatrzności. Jego bunt prowadzi tylko do tego, że nie chcąc rządom Bożym poddać się w miłości, musi wypełniać wolę Bożą wbrew sobie. Jak dowiadujemy się z Księgi Hioba, szatan nie miałby mocy nas kusić, gdyby Bóg mu na to nie zezwolił -- i tylko w takim stopniu i w takim zakresie może nas kusić, w jakim Bóg do tego dopuści. Otóż Bóg nie dopuściłby na nas żadnej pokusy, gdyby nie zamierzał obrócić jej na nasze dobro. Spróbujmy to zobaczyć na podanym wyżej przykładzie: Apostołowie kazali nam cieszyć się w prześladowaniach nie dlatego przecież, żeby było coś radosnego w samym fakcie prześladowań za wiarę (wręcz przeciwnie, jest to fakt ze wszech miar smutny i niepożądany!); mamy cieszyć się z tego, że mogliśmy dzięki tym prześladowaniom dać Chrystusowi dodatkowy dowód, że Go kochamy. Po trzecie, Bóg jest autorem zarówno wezwań do dobrego, jak pokus do złego jeszcze w tym sensie, że chce nam pomagać, abyśmy mogli przejść przez te próby z jak największym dla siebie pożytkiem: "Wierny jest Bóg i nie pozwoli kusić was ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać" (1 Kor 10,13). Zarazem nigdy dość przypominania, że stosunki człowieka z Bogiem podlegają dynamice miłości, a nie jakimś prawom zdeterminowanym na wzór tych praw, jakimi rządzi się materia. Z tego, że Bóg chce wszystko obrócić na nasze dobro i że nie chce na nas dopuścić próby ponad nasze siły, w żadnym razie nie wynika, że mamy to zapewnione automatycznie. Sam Pan Jezus z największym naciskiem nam o tym przypomniał: "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe" (Mt 26,41) -- a warto sobie uprzytomnić, że słowa te wypowiedział podczas swego krwawego czuwania w Ogrodzie Oliwnym. Toteż warto zauważać w Piśmie Świętym te żarliwe modlitwy, które zanosili do Boga w chwilach próby ludzie prawdziwie Mu oddani: na przykład modlitwy upokorzonego buntem własnego syna króla Dawida (Ps 7), niewinnie skazanej na śmierć Zuzanny (Dn 13,42n), Judyty przed pójściem przeciwko Holofernesowi (Jdt 9,2-14) czy królowej Estery w momencie śmiertelnego zagrożenia narodu (Est 4,17). Przypomnijmy sobie, z jaką żarliwością modlił się Kościół apostolski w momencie prześladowań (Dz 4,24-30; 12,5). Właśnie dlatego Apostołowie potrafili radować się z tego, że prześladowania jeszcze mocniej wiążą ich z Chrystusem, bo przedtem umieli modlić się o to, żeby Bóg do tych prześladowań nie dopuścił, a przynajmniej żeby ich ochronił przed upadkiem. Nie będę stawiał kropki nad "i". W odpowiedzi na Pańskie pytanie powiem tylko tyle: Słowa "I nie wódź nas na pokuszenie" odnoszą się do wszystkich trzech wymiarów, w których możemy mówić o Bożym autorstwie przychodzących na nas pokus i doświadczeń. Słowa te jakby streszczają w sobie wszystkie te niewyobrażalnie różnorodne modlitwy, jakie mamy prawo i powinniśmy zanosić do Boga we wszystkich trudnych dla nas momentach. Koniecznie tylko trzeba dodać, że modlitwy te zanosimy do Tego i przez Tego, który sam był kuszony: "W czym sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, kórzy są poddani próbom. (...) Nie takiego bowiem mamy Arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu" (Hbr 2,18; 4,15). Trzy słowa w tym fragmencie, które są wyróżnione, pochodzą od czasownika peirazein. To dodatkowy argument za tym, żeby jednoczyć się z tym naszym Arcykapłanem, kiedy zanosimy do Przedwiecznego Ojca i pragniemy zrozumieć tę prośbę "I nie wódź nas na pokuszenie". Z książki o. Jacka Salija OP ,,Nadzieja poddawana próbom''
Takimi słowami modlimy się, codziennie odmawiając modlitwę Ojcze nasz, której Pan Jezus nauczył Apostołów. W nowszych tłumaczeniach Ewangelii wg św. Mateusza czytamy jeszcze inną wersję tej modlitwy: „Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie” (Mt 6, 13). Takie tłumaczenie wydaje się być lepsze od tradycyjnego, ponieważ nie sugeruje nawet, że Bóg mógłby kusić człowieka, On jedynie dopuszcza możliwość kuszenia człowieka przez złego Ducha. Kiedy jednak czytamy rozważania św. Tomasza, okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana. Cytuje on bowiem na początku zagadnienia Księgę Rodzaju, w której czytamy, że „Bóg kusił Abrahama” (Rdz 22,1). Nieco dalej zaś przytacza fragment Księgi Powtórzonego Prawa: „Kusi was Pan, Bóg wasz, aby jawne było, czy Go miłujecie.” (Pwt 13, 4). Jeżeli jednak sięgnęlibyśmy do Biblii Tysiąclecia, to we wszystkich tych miejscach słowo „pokusa” zastąpione zostało słowem „próba”. Mamy zatem tutaj językowe poplątanie i aby zrozumieć naturę pokusy, musimy najpierw zająć się nieco problemami polskiej i łacińskiej terminologii. Czym jest pokusa? Powyższe problemy biorą się z nieco innego znaczenia polskiego słowa „pokusa” i łacińskiego terminu „tentatio”. Podczas gdy mówiąc o pokusie w języku polskim, mamy na myśli przede wszystkim nakłanianie do zła, które odbywa się na różne sposoby, łaciński termin „tentatio” oznacza w pierwszym znaczeniu próbę i doświadczenie. O ile pokusę rozumiemy zawsze jako zło, o tyle doświadczenie może mieć wymiar pozytywny. Z takim pozytywnym wymiarem doświadczenia mamy do czynienia bardzo często. Kiedy na przykład kierownik w pracy daje pracownikowi trudne zadanie, to właśnie w pewnym sensie go doświadcza. Jeżeli uda mu się to zadanie wypełnić, kierownik wie, że może na tym człowieku polegać, ponieważ jest odpowiedzialny, kreatywny, sprawny organizacyjnie itp. Dlatego właśnie św. Tomasz dalej zauważa, że doświadcza się kogoś po to, aby uzyskać wiedzę o nim. W takim przypadku nie każde kuszenie musi być złe. Znaczenie łacińskiego słowa „tentatio” jest po prostu szersze i dlatego właśnie można je rozumieć nie tylko negatywnie. Kolejną bardzo ważną dla zrozumienia naszego problemu informację, dostarcza nam Doktor Anielski pisząc: „Otóż niekiedy na tym się nie poprzestaje, ale ta wiedza służy do osiągania innego celu, dobrego lub złego; celu dobrego, np. gdy ktoś chce o kimś wiedzieć, jakim jest pod względem wiedzy lub pod względem cnoty czy charakteru po to, aby go postawić na wyższym stanowisku; celu złego, gdy chce to wiedzieć po to, żeby go zwieść lub zniszczyć.” Innymi słowy, złem nie jest samo poddawanie próbie, ale cel, dla którego się to robi. Bardzo rzadko jest tak, że doświadczenie kogoś służy tylko i wyłącznie dowiedzeniu się, jak się ktoś zachowa. Ta wiedza jest jedynie środkiem, ponieważ sprostanie trudnej sytuacji pozwala nam na przykład zaufać danej osobie. Kiedy nasz przyjaciel pomoże nam w potrzebie, to nie tylko wiemy, że potrafi się tak zachować, ale to oznacza, że możemy mu ufać i że faktycznie jest prawdziwym przyjacielem. Zdarza się jednak także i tak, że daje się człowiekowi zadanie niemożliwe dla niego do wykonania i stawiając go przed taką sytuacją, czyni się to już z intencją zniszczenia tego człowieka. Jak zatem widzimy, choć złe duchy przede wszystkim kuszą człowieka, to jednak w szerszym znaczeniu (poddawania próbie) kusić może także sam człowiek, a nawet i Bóg. Aby się okazało.. Jeżeli więc Bóg, który przecież wie wszystko, poddaje próbie, to czyni to nie dlatego, żeby samemu się przekonać, co jest w sercu człowieka i do czego jest on zdolny, ale po to, aby inni widzieli przykład dobrego postępowania i wierności prawdzie. Najlepiej ilustruje to chyba Księga Hioba, w której Bóg dopuszcza kuszenie i nieszczęścia spotykające go, aby inni mogli zobaczyć jego wierność i prawdomówność (Hi 42, 7-9). Podobnie św. Tomasz rozumie przytoczone wyżej przykłady z Księgi Rodzaju i Powtórzonego Prawa. Poza tym, jak widzieliśmy, człowiek może poddawać próbie drugiego człowieka po to, aby mu pomóc. Może w ten sposób przygotować go do dania mu awansu, ale także, w sytuacji, kiedy nie dostrzega on swoich możliwości poddanie doświadczeniu może służyć tylko temu, aby przekonał się on, że potrafi znacznie więcej niż przypuszcza. Nie trzeba chyba dodawać, że taka forma pokusy, o ile jest dokonywana w miłości, wcale nie jest zła. Jednak są także wypadki, w których człowiek grzeszy kusząc kogoś, aby go zniszczyć i upokorzyć. I w końcu zdarzają się jeszcze inne sytuacje, o których mówi nam Pismo Święte, a w których człowiek ośmiela się kusić samego Boga. Tak właśnie się stało, kiedy Izraelici wystawiali Boga na próbę na pustyni w Meriba: „...tutaj kłócili się Izraelici i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: „Czy też Pan jest rzeczywiście pośród nas, czy nie?”” (Wj 17, 7). Jak widzimy celem kuszenia Boga była w tym przypadku wiedza i dlatego św. Tomasz pisze: „I tak człowiek kusi niekiedy po to tylko, by wiedzieć. Z tego też powodu kuszenie Boga uważa się za grzech, bo człowiek jakby tego niepewny, ośmielał się doświadczać potęgę Boga.” Kuszenie do grzechu Tutaj w końcu dochodzimy do sytuacji właściwego kuszenia, którego dokonuje zły duch. Jeszcze raz podkreślmy, że celem złego ducha jest zawsze zniszczenie człowieka i oddzielenie go od Boga. I nawet jeżeli człowiekowi uda się przeciwstawić pokusie, to i tak zły duch wcale nie kusił go, aby kuszony odniósł nad nim zwycięstwo. Ponieważ złe duchy działają na człowieka zawsze w taki sposób, dlatego Doktor Anielski stwierdza, że szczególnie złym duchom przypisuje się kuszenie, jako czynność im właściwą. Aby sprawę jeszcze lepiej wyjaśnić należy przypomnieć w tym miejscu, że złe duchy nie znają tego, co jest w sercu człowieka. Nie znają bezpośrednio naszych myśli i pragnień. Dlatego właśnie wiedza, którą uzyskują o człowieku poddanemu pokusie jest dla nich bardzo ważna dla kontynuowania niszczycielskiego dzieła. Dużo bardziej prawdopodobne jest, że człowiek zgrzeszy w tej dziedzinie, w której wcześniej już okazał słabość. Św. Tomasz wyjaśnia to w następujący sposób: „Złe duchy wiedzą, co się dzieje na zewnątrz człowieka. Wewnętrzne usposobienie czy obciążenia człowieka zna sam tylko Bóg, który “osądza duchy”, a właśnie te usposobienia czy obciążenia człowieka stanowią o tym, że jedni bardziej mają skłonność do tej wady niż do innej. I dlatego diabeł kusi, badając wewnętrzne obciążenia człowieka po to, aby wciągnąć go w tę wadę, do której człowiek ma większą skłonność.” Na koniec wypada jeszcze dodać, że zły duch zawsze dąży najkrótszą drogą do zwycięstwa nad człowiekiem. Jego celem jest zawsze odciągnięcie człowieka od Boga i dlatego będzie starał się osiągnąć ten cel najkrótszą możliwą drogą, wykorzystując tę wadę i skłonność, której człowiek najszybciej ulegnie. Aby jednak to było możliwe musi wcześniej wiedzieć, co jest naszą największą słabością. Wykorzystuje do tego różne środki, którym będziemy mogli się dokładniej przyjrzeć w kolejnym odcinku naszych rozważań. Dlaczego Bóg dopuszcza pokusy? Na koniec chciałbym jeszcze raz powrócić do bardzo trudnego pytania o to, dlaczego Bóg dopuszcza, abyśmy byli kuszeni, ponieważ teraz możemy jeszcze pełniej na nie odpowiedzieć. Podstawowym celem Pana Boga jest przekonanie nas, że jeżeli współpracujemy z Jego łaską, możemy zwyciężać złego ducha. Pan Bóg nie chce uczynić nas mocnymi za nas, ale z nami. Dlatego właśnie nie zwycięża za nas, ale wtedy, kiedy i my mamy w zwycięstwie jakiś, choćby bardzo mały, udział. Nie ma nic bardziej utwierdzającego człowieka w ufności w moc Bożą, niż zwycięstwo nad swoją największą wadą. Im częściej się nam to udaje, tym łatwiej jest nam zwyciężać i tym rzadziej złe duchy nas kuszą. Poza tym pokusy przekonują nas, że walka ze złem jest sprawą poważną, jest najważniejszą walką naszego życia, ponieważ stawką w tej walce jest nasze Zbawienie. Kiedy przychodzi pokusa każdy z nas lęka się porażki, musimy jednak pamiętać to, co podkreśla św. Tomasz, że szatan jeszcze bardziej lęka się tego, że pokusa będzie przez nas zwyciężona dzięki pomocy Boga i jego Aniołów. Dlatego im częściej zwyciężamy tym bardziej złe duchy lękają się nas kusić, bo boją się kolejnej porażki w walce z Bogiem, działającym w tych i przez tych, którzy mu ufają i podążają za zwycięskim Zbawicielem.
Istnieją pokusy, które pochodzą z naszych fałszywych wewnętrznych pożądań, od uwodzicielskiego świata i od samego szatana. Każdy z nas musi się decydować – ciągle na nowo. Wkrótce przyjmiemy Pana Jezusa w Komunii Świętej. Teraz jesteśmy zjednoczeni z największymi i najskrytszymi sprawami i prośbami naszego Pana, który nauczył nas modlitwy Ojcze nasz. Nazwaliśmy Boga naszym kochającym Ojcem – i On właśnie Nim jest! Modliliśmy się, aby Jego imię było uwielbiane, by nadeszło Jego królestwo, by zawsze i wszędzie działa się Jego wola. Następnie prosiliśmy naszego Ojca o chleb powszedni dla ciała i dla duszy. Ponownie modliliśmy się o przebaczenie, o czyste serce i obiecaliśmy, że sami też będziemy przebaczać. Jednak jeszcze coś nas uciska – właśnie w naszych czasach jeszcze bardziej niż kiedykolwiek! próba Oczywiście wiemy, że to nie Pan Bóg kusi nas do złego, jakby chciał nas oszukać. To byłby zupełny absurd! Słusznie możemy tutaj przytoczyć słowa z Listu św. Jakuba Apostoła, który pisze: „Kto doznaje pokusy, niech nie mówi: «Bóg go kusi». Bóg bowiem ani nie podlega pokusie do zła, ani też nikogo nie kusi” (Jk 1,13). Jednak greckie słowo na określenie pokusy – peirasmos – może także oznaczać próbę, wypróbowanie. Chodzi tu o wyzwanie, które Pan Bóg rzucił człowiekowi, aby się ujawniło i przetrwało jego posłuszeństwo, jego miłość. W Piśmie Świętym najbardziej obrazowym przykładem takiej „pokusy” sprowokowanej przez Pana Boga jest polecenie skierowane do Abrahama, aby złożył ofiarę całopalną ze swojego jedynego syna, Izaaka. „A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: «Abrahamie!» A gdy on odpowiedział: «Oto jestem» – powiedział: «Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę»” (Rdz 22,1-2). Pan Bóg doświadcza Abrahama, aby sprawdzić, czy nie przedkłada on niczego nad miłość Boga. Dla nas najbardziej przejmujące jest to, że Pan Bóg nie pozwolił złożyć tej naprawdę strasznej ofiary, a jednak w swojej niepojętej miłości nie przeszkodził w ofierze z życia swojego Syna, która dokonała się na krzyżu. pokusy pochodzące z serca Istnieją pokusy, które pochodzą z naszych fałszywych wewnętrznych pożądań, od uwodzicielskiego świata i od samego szatana. Każdy z nas musi się decydować – ciągle na nowo. Człowiek może powiedzieć Bogu „tak” lub „nie”, może wybierać między światłem a ciemnością, między życiem a śmiercią! Może wybrać szczęście w Bogu lub ulec pokusie. Pan Bóg mógłby nam zaoszczędzić pokus, często jednak tego nie czyni, ponieważ w Jego zbawczym planie jest ważne, abyśmy się okazali niezawodni. A jeśli upadniemy, abyśmy powstali i pospieszyli w Jego otwarte ramiona, jak zagubiony syn z przypowieści (zob. Łk 15,11-32). Nasza słabość utrzymuje nas w pokorze i pomaga nam całą naszą ufność złożyć Panu Bogu. Dlatego przed przyjęciem Komunii Świętej wypowiadamy słowa modlitwy Ojcze nasz: „I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego”. Greckie słowo ponerou oznacza ode złego (czyli szatana) i od wszelkiego zła. Tymi słowami modlimy się o uwolnienie nas od każdego zła, które pochodzi z grzechu, jednak szczególnie modlimy się o uwolnienie nas od tego wszystkiego, co bezpośrednio czy pośrednio pochodzi od szatana. Zło może się stać silne – zło w nas i wkoło nas. Pewien duchowny nauczyciel naszych czasów wyraził to w ten sposób: „W tych niespokojnych dniach szatan chce zniszczyć wszystko to, co zbudowali Jezus i Maryja. Szczególnie chce «zniszczyć» dusze i możliwie jak najdalej odwieść je zarówno od chrześcijańskiego życia, jak i od Bożych przykazań, do których wzywa nas Kościół, abyśmy nimi żyli. Szatan chce zniszczyć wszystko to, co w nas i wokół nas jest święte”. Zło zżera ludzką duszę, niszczy wszystkie wspólnoty – począwszy od rodziny, skończywszy na wspólnocie Kościoła – i wszystkie ludy. Jest skierowane przeciw całej przestrzeni, w której żyjemy, przeciw środowisku iprzyrodzie. Oczywiście pierwsze przyczyny zła wywodzą się już z grzechu pierworodnego i z grzechów słabej ludzkiej woli. Wszystko to zawiera się w tak zwanych korzeniach zła, takich jak: pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie, gniew, lenistwo, nasz egoizm, szukanie przyjemności itd. „Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota” (Mk 7,21-22). pokusy pochodzące od złego Jednak za wszelkim złem ostatecznie kryje się szatan, przed którego niszczycielską mocą tak często ostrzegała nas już Matka Boża, a Pan Jezus nazywał go „zabójcą od początku”, „kłamcą i ojcem kłamstwa” (por. J 8,44). Oczywiście szatan tylko wtedy ma moc nad sercami ludzkimi, kiedy te wyrzekną się Pana Boga, kiedy przestaną się modlić, żałować, przestaną wypraszać dla siebie przebaczenie w sakramencie pokuty i czerpać siły z przyjmowania Pana w świętej Eucharystii. Widok człowieka, który sam spieszy na potępienie, jest wręcz przerażający. Emil Spath w dziele Ich glaube dir, Gott (Wierzę Tobie, Boże) zwraca uwagę na taktykę szatana. Uważa, że szatan daje wskazówki swoim pomocnikom, jak można przywieść ludzi do upadku. Na przykład wiarę przyjmuje się dzięki słuchaniu, dlatego już w samym zarodku trzeba zniszczyć zdolność ludzi do słuchania. Tam, gdzie jest hałas, życie jest rozbite, pogmatwane i rozpędzone! Zniszczcie wszystkie wasze ludzkie związki, aby ludzie stracili ochotę na wiązanie się z Bogiem i by już nie byli do tego zdolni! Jako pierwsza musi zostać zniszczona rodzina. To właśnie w niej rozpoczyna się wszelki opór. Kiedy dzieci wraz z mlekiem matki wysysają wiarę w Boga, trudno jest później ją wykorzenić. zbaw nas ode złego! Pewien niegdyś bardzo ceniony publicysta – o którym można by powiedzieć wszystko inne, ale na pewno nie to, że jest postrzegającym świat w czarnych barwach pesymistą – napisał na kilka miesięcy przed śmiercią coś, co bardzo mnie dotknęło: „Czyż nie zbliżamy się do końca czasów lub co najmniej do pewnego końca czasu? Kto stawia sobie to pytanie o koniec świata, nie musi wcale być jakimś apokaliptykiem czy świadkiem Jehowy, czy też rozgoryczonym życiem i światem zgrzybiałym starcem lub kimś siejącym zamęt bądź też człowiekiem klęski. Wystarczy popatrzeć na śmierć milionów nienarodzonych dzieci w łonie matek – według statystyk ich liczba sięga 50-80 milionów rocznie. Zawalenie się wszystkich moralnych barier w ludzkich stosunkach aż po sztukę, modę; najzimniejszy egoizm, bezgraniczna żądza pieniędzy, kariery, żądza władzy i upojenie nią! Jedynym pożądanym celem człowieka jest własne powodzenie i dobrobyt. Morderstwo i zabójstwo – także w najbliższej rodzinie; nienawiść, złośliwość i podstęp, wojna i zniszczenie wszędzie, gdzie tylko się popatrzy!”. Kiedy więc możemy się bardziej modlić o zmiłowanie, o miłosierdzie, jak nie w czasie Mszy św., gdy stoimy pod krzyżem Jezusa?! Błagajmy Go bardzo żarliwie i z całego serca: zbaw nas ode złego! Pan Jezus swoich uczniów, a przez nich i nas Pan przestrzega: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (Mk 14,38). Święty Piotr, który bardzo dobrze znał swoje słabości, wzywa nas: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (l P 5,8-9). ks. dr Johannes Gamperl (Szwajcaria) tłum. z jęz. niem.: ks. Jacek Kubica SCJ
nie wódź nas na pokuszenie